szpitalny trip cz.2

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Dotarliśmy do szpitala regionalnego w Limerick. Szpital obskurny, izba przyjęć wygląda gorzej niż dworzec. Najpierw rejestracja. Widząc ilość osób w poczekalni ręce mi opadły. O dziwo szybko nas zawołali. Musiałam opowiedzieć, co sprawiło, że się tu znaleźliśmy. Po wstępnym wywiadzie pani na izbie przyjęć zaprowadziła nas na kolejną poczekalnię na dziale dla dzieci. Tam przyszedł do nas lekarz, który znowu zadał ten sam zestaw pytań, pobrał krew i mocz do laboratorium. Chciał założyć Juniorowi wenflon, bo stwierdził, że jeżeli będziemy musieli zostać w szpitalu, to już później nie będą musieli go ponownie kłuć. Ale ja nie chciałam, bo przecież przyjechaliśmy tu tylko na potwierdzenie, że się myliłam i wrócimy do domu. Poza tym dopiero co wyszłam z jednego szpitala. W międzyczasie przyszła jeszcze  jedna kobieta, która znowu zadawała te same pytania. Wyniki miały być w przeciągu godziny. Nie były. Gdy już wróciły okazało się, że i mocz jest zainfekowany i krew też. Decyzja. Zostajemy w szpitalu. Po jakiś 5 godzinach na „emergency” trafiamy na oddział pediatrii. I znowu te same pytania… Jest północ. Oprócz torby z pampersami i podstawowymi rzeczami dla Juniora nie mam nic przy sobie, poza tym padam ze zmęczenia. Mąż jedzie do domu, żeby przywieźć jakieś rzeczy. Junior dostaje dwa antybiotyki dożylnie.  W kółko go kłują. Jak tylko przysypialiśmy, ktoś przychodził i mierzył ciśnienie, sprawdzał tmp.  Noc zarwana. I tak przez 5 kolejnych dni. Mąż przyjeżdżał co drugi dzień. Nie dość, że to 50 km od domu, to jeszcze musiał chodzić do pracy, a poza tym w domu jeszcze córka. Ja już dostawałam do głowy. Patrząc jak Twoje dziecko cierpi, jak go kłują.. On ma niecałe 2 tygodnie i tyle się już wycierpiał. Noce nieprzespane, nie ma się do kogo odezwać. Tęsknota za córką i mężem, nigdy wcześniej nie rozstawaliśmy się na dłużej niż dzień. Nie było dnia, godziny, żebym nie płakała. Rozklejałam się przy każdej możliwej okazji. W Sobotę przychodzi pielęgniarka i się pyta czy jedziemy do Dublina do szpitala. Przeszedł mnie zimny dreszcz. Kolejny szpital, tym razem 250 km od domu.  Powiedziałam, że nic mi na ten temat nie wiadomo i zapytałam, czy ona coś wie. Widziałam, ze się zmieszała i próbowała wybrnąć z sytuacji, ale ja wiedziałam, że coś się święci. Po południu przyszedł lekarz i powiedział, że prawdopodobnie przetransportują nas do Dublina jak zwolni się łóżko w Dublinie. Obleciał mnie strach. Co dalej, ile jeszcze Junior musi przejść, kiedy w końcu wrócimy do domu, kiedy w końcu będziemy się mogli sobą wszyscy nacieszyć, całą rodzinką.  I najważniejsze pytanie, kiedy pojedziemy do tego Dublina?? Byłam przekonana, że kilka dni minie zanim cokolwiek się wydarzy.

6.06.2015  Niedziela – Mikołajki

Na całe szczęście kupiłam prezenty mikołajkowe jeszcze przed porodem. Mimo wszystko nie zakładałam, że spędzę mikołajki w szpitalu. Przygnębienie sięgnęło zenitu. Od rana wszyscy rodzinnie w swoich domach obchodzili mikołajki, a my z Juniorem w szpitalu. Tak bardzo chciałam zobaczyć reakcję córy jak się rano obudzi i zobaczy prezenty.  Nagle przychodzi do mnie lekarz i mówi, że prawdopodobnie jeszcze dziś pojedziemy na Dublin. I znowu natłok myśli, przerażenie miesza się z radością, że może w końcu nastąpi jakiś przełom. Bo do tej pory tylko antybiotyki i czekanie. I nagle znowu zrobiło mi się smutno, nie widziałam Męża od piątku, a teraz jedziemy jeszcze dalej od domu. I będziemy tam z Juniorem zupełnie sami. Jeszcze tego samego dnia zostajemy przetransportowani ambulansem do szpitala „Our Lady’s Children’s hospital” w Dublinie. Dojeżdżamy na miejsce. Jest 19sta. Dostajemy izolatkę na oddziale nefrologii. Okazuje się, że w szpitalach w Limericku panuje jakaś bakteria i muszą zachować środki ostrożności. Do północy przychodzi do nas kilka lekarzy specjalistów, zadają pytania. Po wywiadzie, przychodzi ponownie lekarz i mówi, że prawdopodobnie Junior będzie musiał mieć operację. Że jutro rano zbierze się zespół nefrologów , podejmą decyzję co dokładnie będą robić i możliwe że jeszcze jutro odbędzie się operacja i że od jutra od 8 rano Junior musi być na ‚głodzie’ jeżeli zdecydują się na zabieg. Jestem przerażona, ale nie zaskoczona. Dużo z Mężem czytaliśmy w internecie i byliśmy w jakiś sposób oswojeni z myślą, że Junior będzie musiał mieć operację. Zasnęłam z trudem….

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.