Dieta

Witajcie!!!

Dziś krótki post dla tych, którzy chcieliby pozbyć się kilku kilogramów, ale nie wiedzą jak to zrobić, są tak samo leniwi i niekonsekwentni jak ja :D, brak im motywacji itd., itd. …

Po dwóch ciążach zostało mi co nieco tu i tam. Dodatkowo stres związany ze zdrowiem mojego syna, sprawił, że zaczęłam pocieszać się jedzeniem, głównie słodyczami i innymi niezdrowymi przekąskami. Zaczęłam rosnąć wszerz  :-| Przez pierwsze pół roku po cesarce też nie powinno się ćwiczyć. Poza tym kiedyś biegałam (może nie regularnie) i nie przynosiło to jakiś specjalnych efektów. Nigdy nie brałam się też za dietę bo to nie dla mnie. Lubię jeść, a jak kiedyś postanowiłam przejść na dietę, to trwała ona 5 minut :lol:

3 miesiące po porodzie waga znowu wzrosła. Źle się czułam we własnym ciele. Nie miałam motywacji do ćwiczeń. I pewnego dnia, zupełnie przypadkiem koleżanka wspomniała o diecie. Ten dzień był początkiem zmiany – dobrej zmiany.

Jeżeli to czytasz to może właśnie dziś jest dzień, który zmieni Twoje życie.

Od razu zaznaczam, ze nikt mi nie płaci za ten post. Piszę o tym, ponieważ mi się udało. Dzięki tej diecie schudłam 7kg!!!!  w 9 tygodni!! A to wszystko za sprawą bebio.pl . Jest to spersonalizowana dieta, która polega na zdrowym odżywianiu i konkretnym wyliczeniu dziennej porcji kalorii. Dieta jest opracowywana indywidualnie, w której bierze się pod uwagę wiele parametrów min. jaki prowadzimy tryb życia, z ilu posiłków chcemy aby nasza dieta się składała, jakie to mają być posiłki, możemy wykluczyć produkty których nie lubimy lub na które mamy alergię i inne. Potrawy są proste i bardzo smaczne.

Jadłospis układany jest na tydzień przez dietetyka, z którym mamy cały czas kontakt w razie pytań, wątpliwości, czy nawet gdy nasza motywacja podupadnie. Bardzo fajną sprawą jest to, ze jeżeli jakieś danie nam nie przypasuje, mamy możliwość je wymienić. Przepisy są bardzo łatwe, wszystkie proporcje są rozpisane, możemy wygenerować sobie listę zakupów na cały tydzień. Jeżeli jakiegoś składnika nam zabraknie , to jest rozpisane, czego możemy użyć w zamian. Fajna sprawą jest to, że użytkownicy mogą komentować i oceniać każdą potrawę a nawet dodać własne zdjęcie potrawy lub zobaczyć jak wykonali ją inni użytkownicy.

Niektórzy powiedzą, że co to za problem poszukać w internecie przepisów. Dla mnie to problem. Nie jestem wystarczająco zmotywowana na tyle by siedzieć przed komputerem i szukać przepisów, poza tym przy dwójce dzieci nie bardzo mam na to czas. Bardzo motywujące jest to, że co tydzień wpisujemy swoją wagę. Mnie również zmotywował sam fakt, że zapłaciłam za tą dietę :lol: bo gdybym dostała dietę od koleżanki, pewnie nie potraktowałabym jej poważnie.

No właśnie – cena!! Koszt dwumiesięcznej diety to 99zł. Wydaje mi się że to przystępna cena, gdyż z tego co się orientowałam, to u konkurencji są krótsze okresy i wyższe ceny.

Czy jest jakiś minus tej diety?? Ja nie widzę. Na pewno skorzystam z przepisów których się nauczyłam podczas tego doświadczenia.

a to kilka potraw właśnie z tej diety

IMG_1943 IMG_1944 IMG_1945 IMG_1946Prawda że wygląda smacznie??

Jeżeli macie jakieś pytania, zachęcam gorąco zadawania ich w komentarzach lub wiadomościach prywatnych na moim facebooku a więcej zdjęć potraw znajdziecie na moim instagramie :)

Pozdrawiam K. :)

cesarka a poród drogami natury

Witajcie!!!

Moim postanowieniem noworocznym było częstrze udzielanie się na blogu. Niestety przy niemowlaku i czterolatce jest  to nie lada wyczyn. Ale dziś wracam do Was z tematem, który może budzić kontrowersje a mianowicie porodu naturalnego i cesarskiego cięcia. Miała okazję rodzić na oby dwa sposoby ;) i mogę coś na ten temat powiedzieć, tym bardziej że ostatnimi  czasy panuje jakaś dziwna moda na cesarkę na życzenie.

Moja pierwsza ciąża z córcią przebiegała bez problemów, córa jednak nie śpieszyła się na świat, więc trzeba było ją do tego „zmusić”. Miałam dwa razy robiony masaż szyjki macicy, który miał niby wywołać poród, chodziłam z 2 centymetrowym rozwarciem ok 2 tyg i nic. Gdy zgłosiłam się na wywołanie porodu, o 22ej dostałam żel dopochwowo i i dopiero o godz 8:45 rano poczułam pierwszy lekki ból w podbrzuszu, a w ciągu 15 minut ból przerodził się w silne skurcze. Chwilę po 9 miałam już pełne rozwarcie, mega silne skurcze, i zabrano mnie na porodówkę, na znieczulenie było za późno, więc korzystałam tylko z gazu. O 11:35 na świecie pojawiła się moja Córa. Czułam się w pełni sił mimo wysiłku. Pielęgniarka zapytała mnie czy chce wracać na nogach czy mają mnie zawieźć na wózku inwalidzkim. Oczywiście, że chciałam wracać na nogach bo nie chciałam „wygladać” jak inwalidka, ale niestety jak mnie zabierali na porodówkę wózkiem inwalidzkim to nie wzięłam łapci. Więc w efekcie na sale mnie przywieźli na wózku.  Przy porodzie był ze mną jeszcze wtedy Narzeczony (obecnie Mąż). Mąż kazał mi się kłaść na łóżku szpitalnym i odpoczywać, ale ja miałam tyle siły, że mogłabym góry przenosić :)

W drugiej ciąży było inaczej. W 20 tyg poszliśmy na usg i okazało się, że będzie Synuś i że ma troszkę powiększone nerki. Z każdym tygodniem ciąży nerki Juniora rosły (o czym możecie poczytać w poprzednich wpisać),w 38 tyg ciąży nerki i pęcherz dziecka już były na tyle duże, że postanowiono rozwiązać ciąże cesarką. Cesarkę wykonano gdy skończyłam 39 tydzień.

Nigdy nie lubiłam lekarzy a jak kiedyś u alergologa Pani doktor powiedziała o wycięciu migdałków, to dostałam takiej histerii, że mój Tato czekający w poczekalni zapytał mnie co się stało, to nie mogłam wydusić z siebie słowa. Do Dentysty jakbym mogła to też bym nie chodziła. Jak musiałam usunąć chirurgicznie ósemkę mając jakieś 27 lat to poszła ze mną obstawa (mój Tata, mój Mąż i mój brat) bo chyba bali się, że ucieknę :D Przerażają mnie igły a o jakiś zabiegach nawet nie myślę.  Więc jak się dowiedziałam, że będę mieć cesarkę, że mnie potną, że będą dawać mi znieczulenie z kręgosłup to jakbym dostała po gębie, ale wiadomo, że zdrowie dziecka najważniejsze. Przerażał mnie cały ten proces, że znieczulenie będzie bolało, że nie będę czuła nóg, że mnie potną…. Przed samym zabiegiem, siedziałam przed salą i pani anestezjolog mówiła mi o procedurach podczas operacji, ale ja jej nawet nie słuchałam, patrzyłam na nią, ale katem oka widziałam za jej plecami „plan ewakuacji budynku” w razie pożaru i jedyne o czym myślałam to o ucieczce.  Dokładnie nie jestem w stanie powiedzieć co mi robiono, jakie leki podawali, pamiętam, że założyli mi wenflon, potem w miarę szybko dostałam znieczulenie, które nie było takie straszne, było czuć tylko lekkie ukłucie jak przy pobieraniu krwi i kazano mi się położyć. Potem spadło mi ciśnienie i dostałam ataku paniki bo zrobiło mi się słabo i spadło mi ciśnienie, chciałam się nawet położyć na lewym boku (jak to każą robić w ciąży) ale lekarz od razu podał mi coś dożylnie i wszystko wróciło do normy, Potem lekarz mnie psikał czymś zimnym żeby sprawdzić czy znieczulenie działa i przystąpiono do operacji. O 11:29 usłyszałam pierwszy wrzask mojego Synusia :) Pozszywano mnie, dziecko zbadano i przewieziono nas na sale pooperacyjną. Tam przystawiono mi Synka do piersi a potem musieli Go zabrać na neonatologię na obserwację, ze względu na te nerki. I wtedy zaczęło się „piekiełko”…

Gdy znieczulenie zaczęło puszczać, dostałam jakiejś delirki, nie czułam zimna, ale trzęsłam się jak osika. Dziecko dopiero zobaczyłam na drugi dzień koło godz 15. Do tego czasu leżałam na łóżku, patrzyłam w sufit i nawet nie miałam siły rozmawiać z Mężem. Rodzina i znajomi dzwonili i pisali, ale ja nie nawet nie miałam siły trzymać telefonu. Czułam się jakby to była moja „ostatnia droga’. W Irlandii każą wstać po 6 godz z łóżka. Ja podniosłam głowę dopiero na drugi dzień po operacji o 6 rano, więcej nie byłam w stanie nic zrobić. Pielęgniarka siłą mnie posadziła, a ja zaczęłam wymiotować. Nie miałam czym, ale wymiotowałam. Dopadły mnie dreszcze, zalewał mnie zimny pot. Jak już usiadłam, to bałam się znowu położyć, bo wiedziałam że znowu będzie się ciężko podnieść. Rana mnie nie bolała bo byłam na silnych przeciwbólowych. Jakimś cudem wróciłam do żywych koło godz 13-14. Ogarnęłam się i zawieziono mnie na wózku inwalidzki na neonatologię. Szczęście w nieszczęściu, że mój Syn był na neonatologii, bo ja bym nie mogła się nim zająć. I po tym jak się czułam zastanawiam się, jak funkcjonuje kobieta, która od razu po porodzie ma dziecko przy sobie i musi się nim zająć.

Minęły 3 miesiące po porodzie i mam się dobrze. Ale niestety nie można dźwigać, mam ambitny plan aby zredukować kg, ale niestety nie można wykonywać żadnych ćwiczeń siłowych przez co najmniej pól roku. Rana z wierzchu się zagoiła, ale trzeba na siebie uważać, bo w środku wszystko się jeszcze goi.

Podsumowując gdybym zdecydowała się na trzecie dziecko, to tylko i wyłącznie gdyby ktoś mi zagwarantował, że będę rodzić naturalnie. Mimo że cesarka nie jest jakaś straszna, to świadomie bym się na nią nie zdecydowała, za to wybrałabym poród siłami natury i to bez znieczulenia :)

12748350_883837315071184_1297073677_nMoje Radości Jula i Filip

 

Jak wyglądały Wasze porody?? Może macie inne doświadczenia?? Jeżeli macie pytania to śmiało piszcie, zapraszam do dyskusji :)

Znajdziecie nas na Facebooku i Instagramie

Pozdrawiam K. :)

Damy radę!!

7.12.2015 poniedziałek

Noc tradycyjnie zarwana. Za każdym razem jak nakarmiłam Juniora i się położyliśmy, ktoś przychodził i mierzył Mu ciśnienie, tmp…. i Młody się budził. Za wszelką cenę próbowałam karmić Go piersią. Ale z tych nerwów, zmęczenia, głodu mleka nie wystarczało. Doszło dokarmianie butelką, co automatycznie spowalniało laktację. Ostatnie karmienie było o 7:45. Koło 9 Junior zaczynał być głodny, płakał. Nie mógł przez to spać. Nosiłam Go, bujałam a On płakał. Nie mogłam Go odłożyć nawet na chwilkę, nie mówiąc nic o zmianie pampersa. Sama nie włożyłam nic do ust. Po pierwsze w szpitalu nie zapewniano rodzicom wyżywienia, trzeba było mieć własny prowiant, którego ja nie miałam, bo w Limericku nie musiałam mieć, poza tym nie miał mi nawet kto mi zrobić jakiś zakupów. Miałam tylko herbatniki i krakersy, ale też nie miałam możliwości ich zjeść bo Junior tak bardzo płakał z głodu, że mi też się odechciało jedzenia. Podłączono mu kroplówkę z glukozą ale nic to nie dało. W miedzy czasie przyszli nefrolodzy, ze podjęli decyzję. Zrobią mu przetokę moczowo – skórną. Na początku nie docierało do mnie o co im chodzi, ale zaraz do mnie dotarło. Junior będzie miał zrobiona dziurkę w pęcherzu i mocz będzie odprowadzany bezpośrednio na zewnątrz brzuszka…. O takich przypadkach czytaliśmy w internecie. Jest to rozwiązanie tymczasowe, ponieważ układ moczowy u takich maluszków jest jeszcze niedojrzały i póki dziecko nie ukończy około 3 roku życia, nie stosuje się innych rozwiązań w takim przypadku. Mąż był w drodze, musiał pokonać 250 km. Zadzwoniłam do Niego, żeby przedstawić mu plan działania i podjąć wspólnie decyzję, ponieważ była taka możliwość, że Mąż nie zdąży dojechać przed operacją.  Właściwie nie było się nad czym zastanawiać, trzeba było ratować nerki Juniora. Zabieg ten ma na celu swobodny odpływ moczu, dzięki czemu mocz nie będzie wracał do nerek i nie będzie ich uszkadzał.  Niestety nerki już są w jakimś stopniu uszkodzone, ale nie możemy dopuścić do jeszcze większych zniszczeń. U Juniora stwierdzono refluks przewodów moczowych V stopnia, czyli najbardziej zaawansowany, a ten zabieg daje szanse na zmniejszenie refluksu. Przyjechał Mąż. Koło 15stej poinformowano nas, że sala operacyjna jest gotowa. Trzymałam Juniora na rękach, zawiniętego w kocyk. Zjechaliśmy windą na pierwsze piętro i razem z pielęgniarką przeszliśmy przez kodowane drzwi, za które normalnie nie ma wejścia. Ostatnie formalności i pytanie pielęgniarki, kto zaniesie dziecko na salę operacyjną. Byłam przygotowana na to, że Mąż nie zdąży dojechać i będę musiała Go zanieść na operację. Ale gdy pielęgniarka zapytała, kto pójdzie, po prostu zrezygnowałam. Mąż poszedł z Juniorem a mnie poproszone o wyjście na główny hall, gdzie mam czekać na Męża, który zaraz do mnie dołączy. Odwróciłam się na pięcie i wychodząc zaczęłam płakać. Wtedy nie obchodzili mnie ludzie którzy kręcili się po hallu. Usiadłam na krzesełkach i płakałam. Za chwilę w drzwiach wyjściowych pojawił się Mąż, który nie wytrzymał i wybuchnął płaczem. Siedzieliśmy i płakaliśmy. W tym momencie nie umieliśmy wydusić z siebie słowa.  Nie wiem ile trwał zabieg. Po operacji, gdy saturacja się unormowała przywieźli nam Juniora z powrotem. Spał. Wyglądał tak niewinnie.

Do przetoki miał założony cewnik na 48h po to by „dziurka” się uformowała i nie zarosła. Niestety cewnik nie przetrwał 48 h, bo mój Synuś go sobie wyciągnął. Potem założono mu jeszcze dwa kolejne cewniki, które również długo nie pozostały na miejscu. Przez ten czas kiedy miał te cewniki, nie miałam odwagi zmienić mu pampersa. Po prostu się bałam, że sama niechcący mu go wyrwę. Na całe szczęście pielęgniarki były bardzo uczynne, rozumiały mój strach i przebierały Go. Z każdym dniem mój dzielny chłopczyk zbierał siły i dochodził do siebie po operacji.

IMG_1618

Miła niespodzianka – wszystkie dzieciaki na nefrologii otrzymały drobne upominki od Disney shop’u

 

 

 

 

 

 

Każdego dnia, po kilka razy dziennie przychodzili lekarze i patrzyli jak się wszystko goi. Junior był cały czas na antybiotyku dożylnym ze względu na infekcję. Codziennie pobierano Mu krew aby zmierzyć poziom antybiotyku we krwi, kontrolowano Jego wagę, ciśnienie, tmp. Aż w końcu, w czwartek, przyszła Pani Doktor i powiedziała, że Junior ma się coraz lepiej, ze są zadowoleni z Jego postępów i ze jutro wypuszczą nas do domu!! Na początku miałam wątpliwości, czy dobrze rozumiem, poprosiłam o powtórzenie. Dobrze rozumiałam, możemy wracać do domu. Łzy radości popłynęły po policzkach.  Bałam się, że pierwsze święta Bożego Narodzenia Junior będzie musiał spędzić w szpitalu. Zadzwoniłam do Męża, płakałam do słuchawki – z radości :) Mąż też się wzruszył :) To był dobry dzień :)  Zmęczenie odeszło i nabrałam nowych sił!!

Ze szpitala Junior wychodzi na antybiotyku, będzie brał go bezterminowo, po to, żeby nie doszło do kolejnej infekcji, która mogłaby wyniszczać jego nerki.

W piątek, 11.12.2015 roku, po 18 dniach, po zaliczeniu trzech szpitali wracamy do domu. Mam nadzieję, że wykorzystaliśmy limit „nieszczęścia” i że teraz już będzie tylko lepiej.

Dlatego  w Nowym Roku życzę sobie, swojej rodzinie i wszystkim Wam zdrowia. Bo choć to banalne, to jednak najważniejsze.

Dziękujemy za trzymane kciuki, za każde dobre słowo.

Jeżeli chcecie wiedzieć ja sobie radzimy zapraszamy na naszego Facebooka oraz na nasz Instagram: herimperfections66

Pozdrawiamy Mama i Junior!!

szpitalny trip cz.2

Dotarliśmy do szpitala regionalnego w Limerick. Szpital obskurny, izba przyjęć wygląda gorzej niż dworzec. Najpierw rejestracja. Widząc ilość osób w poczekalni ręce mi opadły. O dziwo szybko nas zawołali. Musiałam opowiedzieć, co sprawiło, że się tu znaleźliśmy. Po wstępnym wywiadzie pani na izbie przyjęć zaprowadziła nas na kolejną poczekalnię na dziale dla dzieci. Tam przyszedł do nas lekarz, który znowu zadał ten sam zestaw pytań, pobrał krew i mocz do laboratorium. Chciał założyć Juniorowi wenflon, bo stwierdził, że jeżeli będziemy musieli zostać w szpitalu, to już później nie będą musieli go ponownie kłuć. Ale ja nie chciałam, bo przecież przyjechaliśmy tu tylko na potwierdzenie, że się myliłam i wrócimy do domu. Poza tym dopiero co wyszłam z jednego szpitala. W międzyczasie przyszła jeszcze  jedna kobieta, która znowu zadawała te same pytania. Wyniki miały być w przeciągu godziny. Nie były. Gdy już wróciły okazało się, że i mocz jest zainfekowany i krew też. Decyzja. Zostajemy w szpitalu. Po jakiś 5 godzinach na „emergency” trafiamy na oddział pediatrii. I znowu te same pytania… Jest północ. Oprócz torby z pampersami i podstawowymi rzeczami dla Juniora nie mam nic przy sobie, poza tym padam ze zmęczenia. Mąż jedzie do domu, żeby przywieźć jakieś rzeczy. Junior dostaje dwa antybiotyki dożylnie.  W kółko go kłują. Jak tylko przysypialiśmy, ktoś przychodził i mierzył ciśnienie, sprawdzał tmp.  Noc zarwana. I tak przez 5 kolejnych dni. Mąż przyjeżdżał co drugi dzień. Nie dość, że to 50 km od domu, to jeszcze musiał chodzić do pracy, a poza tym w domu jeszcze córka. Ja już dostawałam do głowy. Patrząc jak Twoje dziecko cierpi, jak go kłują.. On ma niecałe 2 tygodnie i tyle się już wycierpiał. Noce nieprzespane, nie ma się do kogo odezwać. Tęsknota za córką i mężem, nigdy wcześniej nie rozstawaliśmy się na dłużej niż dzień. Nie było dnia, godziny, żebym nie płakała. Rozklejałam się przy każdej możliwej okazji. W Sobotę przychodzi pielęgniarka i się pyta czy jedziemy do Dublina do szpitala. Przeszedł mnie zimny dreszcz. Kolejny szpital, tym razem 250 km od domu.  Powiedziałam, że nic mi na ten temat nie wiadomo i zapytałam, czy ona coś wie. Widziałam, ze się zmieszała i próbowała wybrnąć z sytuacji, ale ja wiedziałam, że coś się święci. Po południu przyszedł lekarz i powiedział, że prawdopodobnie przetransportują nas do Dublina jak zwolni się łóżko w Dublinie. Obleciał mnie strach. Co dalej, ile jeszcze Junior musi przejść, kiedy w końcu wrócimy do domu, kiedy w końcu będziemy się mogli sobą wszyscy nacieszyć, całą rodzinką.  I najważniejsze pytanie, kiedy pojedziemy do tego Dublina?? Byłam przekonana, że kilka dni minie zanim cokolwiek się wydarzy.

6.06.2015  Niedziela – Mikołajki

Na całe szczęście kupiłam prezenty mikołajkowe jeszcze przed porodem. Mimo wszystko nie zakładałam, że spędzę mikołajki w szpitalu. Przygnębienie sięgnęło zenitu. Od rana wszyscy rodzinnie w swoich domach obchodzili mikołajki, a my z Juniorem w szpitalu. Tak bardzo chciałam zobaczyć reakcję córy jak się rano obudzi i zobaczy prezenty.  Nagle przychodzi do mnie lekarz i mówi, że prawdopodobnie jeszcze dziś pojedziemy na Dublin. I znowu natłok myśli, przerażenie miesza się z radością, że może w końcu nastąpi jakiś przełom. Bo do tej pory tylko antybiotyki i czekanie. I nagle znowu zrobiło mi się smutno, nie widziałam Męża od piątku, a teraz jedziemy jeszcze dalej od domu. I będziemy tam z Juniorem zupełnie sami. Jeszcze tego samego dnia zostajemy przetransportowani ambulansem do szpitala „Our Lady’s Children’s hospital” w Dublinie. Dojeżdżamy na miejsce. Jest 19sta. Dostajemy izolatkę na oddziale nefrologii. Okazuje się, że w szpitalach w Limericku panuje jakaś bakteria i muszą zachować środki ostrożności. Do północy przychodzi do nas kilka lekarzy specjalistów, zadają pytania. Po wywiadzie, przychodzi ponownie lekarz i mówi, że prawdopodobnie Junior będzie musiał mieć operację. Że jutro rano zbierze się zespół nefrologów , podejmą decyzję co dokładnie będą robić i możliwe że jeszcze jutro odbędzie się operacja i że od jutra od 8 rano Junior musi być na ‚głodzie’ jeżeli zdecydują się na zabieg. Jestem przerażona, ale nie zaskoczona. Dużo z Mężem czytaliśmy w internecie i byliśmy w jakiś sposób oswojeni z myślą, że Junior będzie musiał mieć operację. Zasnęłam z trudem….

Historia Juniora cz.1

Witajcie!!

Nowy Rok mnie zastał :) Mam nadzieję że ten nowy przyniesie nam więcej szczęścia niż poprzedni. Jak się pewnie domyślacie, Junior jest już z nami. We wtorek 24 listopada 2015 roku o godzinie 11:35 przyszedł na świat poprzez cesarskie cięcie. Jeszcze dobrze z brzucha nie wyszedł a już się darł :) Od razu został przebadany dostał 10 pkt w skali apgar.

IMG_1364Zaraz po zabiegu pojechaliśmy na salę pooperacyjną, gdzie mogliśmy się sobą nacieszyć i przystawiono mi Juniora do piersi, gdyż chciałam karmić piersią. Niestety Junior nie mógł wrócić ze mną na normalną salę, musiał jechać na neonatologię na obserwację. Jego waga urodzeniowa wynosiła 3,8 kg, z racji tego że mocz zalegał w nerkach i pęcherzu podłączono mu cewnik i od razu spuszczono z jego układu moczowego 140ml moczu. Jeszcze tego samego dnia pojechał do innego szpitala na usg brzuszka i tzw scyntygrafię mikcyjną. Po badaniu wrócił do szpitala położniczego. Na neonatologi przebywał ok 3 dni. Przed porodem razem z Mężem przewertowaliśmy internet szukając informacji , rozmawialiśmy z różnymi lekarzami, i Junior powinien dostać antybiotyk zaraz po porodzie, żeby zalegający mocz nie zainfekował nerek. Tak się jednak nie stało. Dostał go dopiero w drugiej lub trzeciej dobie. Po 3 dniach przywieziono mi Go na moją salę i był już cały czas ze mną. Codziennie rano zjeżdżałam z Juniorem piętro niżej na neo na badania krwi, mierzenie ciśnienia. Przez cały czas musiałam notować ile jadł z piersi i ile z butelki, i czy pielucha była mokra, czy z kupą. Jak Junior leżał na neonatologii, to chodziłam i karmiłam piersią, ale niestety musiał mieć podawane także mleko modyfikowane z kilku względów. Po pierwsze zanim ja byłam w stanie się ruszyć z łóżka po cesarce, dziecko już musiało być dawno nakarmione, więc za moją zgodą podano mu mm (od razu dostawał duże porcje, a ja jeszcze nie miałam mleka przez co potrzebował więcej niż ja mogłam wyprodukować), poza tym miał żółtaczkę i trzeba było go przepajać, żeby żółtaczka zeszła. Gdy przyjechał do mnie na salę, starałam się karmić tylko piersią, często ale tylko piersią. Od razu jadł z dwóch piersi. W poniedziałek (7 dni po narodzinach) znowu pojechał do sąsiedniego szpitala na usg brzuszka. Wrócił po godzinie. Spał. I wtedy jakoś przykuło moją uwagę to, że Junior jest jakiś bardziej senny. Już jadł tylko z jednej piersi i zasypiał. Nie mogłam go dobudzić, żeby nakarmić go z drugiej. Ale wytłumaczyłam to tym, że pewnie na badaniach go kłuli, dziecko się nacierpiało i teraz odsypia. W poniedziałek wieczorem powiedziano nam, że będziemy mogli wyjść do domu. Wszystko zależało od wyników usg. Mieli zorganizować wszystko do wtorku rano, bo Mąż szedł do pracy na 14stą do 20stej i nie miałby mnie kto odebrać. Nawalili. Wyników nie było. Mąż wstał wcześniej przyjechał po nas, ale my nie mogliśmy jeszcze opuścić szpitala. Wrócił do domu. Poziom naszej irytacji i wkurzenia sięgnął zenitu. Gdy Mąż był w pracy, my czekaliśmy na wyniki i na wypis. Udało się. Po południu zawołano nas na neonatologię, gdzie zrobiono wypis, zbadano Juniora (osłuchano serduszko i sprawdzono bioderka) i po 8 dniach w szpitalu dostaliśmy zgodę na wyjście. Zanim opuściłam neonatologię zapytałam lekarza czy dostał wyniki z usg, odpowiedział, że tak, że Junior ma refluks moczu i że mam na Niego bardzo uważać, że jak będzie miał tmp, będzie wymiotował, nie będzie miał apetytu lub będzie śpiący to mam myśleć o nerkach. Wróciliśmy razem na salę gdzie miałam rzeczy i czekaliśmy na Męża. Leżałam na łóżku i czytałam o refluksie. Wyczytałam różne objawy, min że dziecko może przeć tak jak na kupkę a tak na prawdę dziecko prze, bo próbuje „wypchnąć” mocz. I to zwróciło moją uwagę, bo miałam wrażenie, że jak Junior parł kilka dni wcześniej to robił taką śmieszną minkę i wtedy robił kupę,a ostatni dzień albo dwa jak robił kupkę, to miał dziwny grymas na twarzy, jakby sprawiało mu jakiś ból/trudności w wypróżnieniu.  Po 20stej przyjechał po nas Mąż i zabrał nas do domu. Opuszczałam szpital z dziwnym niepokojem. Byłam przerażona.  Do domu zajechaliśmy po 21ej gdzie czekała na nas córka z moją babcią :) Spać poszłam po 24tej, gdyż nie mogłam się nacieszyć moją córą której nie widziałam ponad tydzień i domem. Chodziłam po domu i czułam się jakby mnie nie było z miesiąc. W sumie do szpitala poszłam w listopadzie a wyszłam z niego w grudniu :)

Gdy Mąż kładł się do łóżka, obudził mnie i mówi, ze Junior ma tmp. Wstałam, zmierzyłam i najpierw wyszło mi 38,6. Zmierzyłam jeszcze kilka razy i za każdym razem wychodziła mi inna wartość i za każdym razem niższa. Stwierdziliśmy,że termometr jest do kitu, że pewnie nie ma tmp i że przeczekamy do rana. Rano obudziłam się przerażona. Minęło 5 godzin a Junior nie budził się na jedzenie. Obudziłam go i nakarmiłam. Później Junior budził się mniej więcej co 2-3 godz. Po południu miała przyjść pielęgniarka środowiskowa. Wzięłam się za sprzątanie, bo wiadomo, że nikt nie posprząta domu, tak jak ja sama. Wstawiłam pranie, wykąpałam się.

Gdy przyszła pielęgniarka, zważyła go, zmierzyła i przeprowadziła ze mną „wywiad” jak się czuje, czy coś mnie martwi itd. Powiedziałam jej o moich spostrzeżeniach, że jest senny i je tylko z jednej piersi i zasypia, że prze tak jakby na kupkę i że wyczytałam że to może być wypieranie moczu, że w nocy przespał nawet 5 godz bez jedzenia, ale że może przesadzam, bo to noworodek, a ja zapomniałam już jak to jest mieć takie maleństwo w domu. Stwierdziła, ze zadzwoni na neonatologię i zapyta co i jak.  Zadzwoniła. Ponieważ, pielęgniarka siedziała koło mnie, to chcąc nie chcąc słyszałam co mówiła kobieta po drugiej stronie słuchawki… Kobieta powiedziała, że Junior ma „very bad reflux” i że jeżeli coś mnie niepokoi to powinnam jechać do Regionalnego szpitala na sprawdzenie. Gdy pielęgniarka się rozłączyła, widziała, że słyszałam co mówiła kobieta, a ja się tylko rozpłakałam.  Poleciła, żebym pojechała do szpitala, że lepiej sprawdzić. Mąż był w pracy. Zadzwoniłam do niego i zanim powiedziałam słowo, rozpłakałam się. Powiedziałam, żeby zwolnił się z pracy, bo powinniśmy jechać do szpitala. Oczywiście wkurzył się trochę, stwierdził że przesadzam, że już dzień wcześniej ze szpitala wyszłam spłoszona….

Pojechaliśmy …. 1.12.2015

Jest nienajlepiej, a nawet źle

Hej!!!

We wtorek byłam u fryzjera i żartowałam do wszystkich, ze mogę iść rodzić. W środę tradycyjnie kontrolna wizyta w szpitalu – mocz, ciśnienie i rozmowa z lekarzem. Trafiłam do lekarza, do którego już wcześniej trafiłam już chyba ze dwa razy i który za każdym razem bagatelizował sprawę nerek Juniora. Twierdził, że jest tysiące takich przypadków i trzeba czekać do rozwiązania. Miałam mieć robione usg co dwa tygodnie. Dwa tygodnie temu, będą też na wizycie w szpitalu, pytałam doktora, do którego wtedy trafiłam, kiedy następne usg, a on stwierdził, że już nie trzeba robić, bo teraz to już i tak nic to nie zmieni. Wracając do wczorajszej wizyty…. Pan doktor, o którym wspomniałam na początku, zapytał, kiedy było ostatnie usg, a ja mu powiedziałam, że w jakoś w październiku, około 4 tyg temu. Kazał położyć mi się na kozetce, żeby skontrolować nerki. Jak tylko ujrzałam na ekranie obraz nerek (już jestem na tyle obeznana ,że wiem na co patrzeć), zapytałam czy są większe niż poprzednio (chociaż już też wiem gdzie patrzeć na monitor, żeby zobaczyć rozmiar). Szybko zobaczyłam przerażające mnie rozmiary…. Lekarz widząc również te rozmiary, odpowiedział tylko, że są większe. Ale ja wiedziałam, że nie jest dobrze. Spytał, czy mogłabym jechać jutro do Limerick, żeby sprawdzić na lepszym usg, że niby ta maszyna jest przestarzała. Dla mnie było oczywiste, ze sprawa jest poważna i że trzeba jechać to jak najszybciej sprawdzić. Wstałam z kozetki i usiadłam na przeciwko doktora. Gdy zapytałam o ponownie o rozmiary, znowu mi nie odpowiedział, tylko złapał za tel i spytał czy mogę jutro jechać. To mnie tylko utwierdzało w przekonaniu, że jest beznadziejnie. Umówił mnie na 14 następnego dnia. Powiedział też, że umówi mnie z pediatrą, który powie nam co będzie się działo po porodzie z dzieckiem, jakie będzie leczenie i odpowie na wszystkie moje pytania. Pan doktor zaprowadził mnie do pielęgniarek i poprosił o umówienie mnie na jutro do pediatry. Panie pielęgniarki powiedziały jednak, że skoro usg jest na 14 to raczej jest mało prawdopodobne spotkanie z pediatrą, bo o tej porze nie ma lekarzy w szpitalu. Akurat zadzwonił Mąż, który miał właśnie przerwę w pracy. Powiedziałam mu, że nerki się powiększyły i że muszę jechać jutro na usg. Nie powiedziałam mu jakie widziałam rozmiary nerek. Bałam się…. bałam Mu się powiedzieć przez tel. Po pierwsze chciałam powiedzieć mu osobiście, jak wróci z pracy, bo wiem, że przeżywał i nie mógł się skupić, a poza tym te rozmiary były na tyle duże, że chyba do końca nie wierzyłam, że je widziałam. Mąż powiedział, ze jutro pracuje od 12 do 18 i spytał, czy ma załatwiać sobie wolne, czy pojadę sama. Odpowiedziałam, że mogę jechać sama. Mąż ma w pracy nieciekawą sytuacje, ciężko mu cokolwiek wywalczyć z beznadziejnymi managerkami, a poza tym ostatnio i tak już z nimi załatwiał ewentualne wolne na czas mojego pobytu w szpitalu podczas porodu. Nie chcieliśmy się  prosić, ale to już inny temat.

Mąż wrócił z pracy i oznajmił, że dogadał się i idzie dopiero na 18stą, więc jedziemy razem na usg.

Czwartek. 19 listopada. Godzina 14sta. Stawiamy się w szpitalu, idziemy do recepcji. Pani, która ma wykonać usg już na nas czeka. Kobieta jest chyba Filipinką. Przemiła. Każe mi się ułożyć wygodnie i rozpoczyna badanie. Potwierdza duże rozmiary nerek i pęcherza. Pęcherz jest na tyle powiększony, ze uciska żołądek, nerki (przez co do końca nie można ich zmierzyć) i inne narządy. Sugeruje dokończenie 39 tyg i rozwiązanie ciąży poprzez cesarskie cięcie. Zgadzam się choć brzmi to dla mnie jak wyrok. Zdrowie dziecka ważniejsze. Niestety nie udało nam się spotkać z pediatrą, bo o tej porze nie było nikogo w szpitalu. Próbuje podpytać jak to będzie wyglądać,  czy będzie potrzebny zabieg/udrażnianie, czy robią takie rzeczy na miejscu… Niestety, w Limerick nie ma chirurgii dziecięcej i jeżeli już, to Junior będzie musiał jechać do Dublina 250km od Limerick. Niestety, ja po cesarce nie będę mogła z Nim jechać, ale Mąż tak.

Cudowna, ciepła kobieta obiecuje, ze postara się umówić nas z pediatrą i zabookować termin cesarki. Na wyjściu pada grzecznościowe pytanie „Are you ok??” czyli coś w stylu „wszystko w porządku??” i już nie jestem w stanie na nie odpowiedzieć. Rozklejam się…

Wracamy do domu, Mąż idzie do pracy. Wraca o 22. I wtedy następuje kulminacja mojego strachu, płaczu, przerażenia i nie wiem co jeszcze….

Piątek 20 listopada. Tak jak obiecywała przemiła położna dzwoni i informuje że umówiła nas na poniedziałek (23.11) na 12 z zespołem pediatrów i że jak przyjedziemy do szpitala, to żebym przyjechała z torbami, bo zostanę już w szpitalu, a we wtorek (24.11) z rana będzie cesarka. Padają jeszcze grzecznościowe zwroty i rozłączam się.  I czuje zimny dreszcz na całym ciele. Stało się. Jadę do szpitala i będą mnie kroić!!  Dociera do mnie co się dzieje…….

Torba do szpitala

Witajcie!!

Właśnie skończyłam 38 tygodni. Czas leci, ‚godzina 0′ coraz bliżej!! Postanowiłam w końcu spakować torbę do szpitala.  Wszędzie można znaleźć listy niezbędnych rzeczy, ale dla mnie one były niepełne, a w momencie kiedy człowiek musi się spakować, nagle ma pustkę w głowie. Po naszykowaniu wszystkich rzeczy wyszły mi dwie torby: jedna dla mnie a druga dla Juniora.

DLA MAMY:

  • koszula nocna/ większy t-shirt do porodu
  • 2- 3 koszule nocne do karmienia
  • majtki jednorazowe 1-2 op (mój wybór padł na Canpol Babies) canpol-babies-jednorazowe-majtki-poporodowe-rozmiar-l-5-szt-m-iext26005141

 

 

 

 

 

 

 

  • podpaski poporodowe 2-3 opakowana
    750x500,podklady_poporodowe

ja wybrałam wysoko-chłonne podkłady  o profilowanym kształcie, które są szersze z przodu i z tyłu z Canpol Babies

 

 

 

indeksa także super chłonne podkłady z bella mamma

 

 

 

  • klapki / łapcie do chodzenia
  • klapki pod prysznic
  • szlafrok
  • ciepłe skarpety
  • 2 biustonosze do karmienia
  • wkładki laktacyjne – postawiłam przetestować dwie firmy Bella Mamma i Canpol Babieswkładki-laktacyjne-Canpol-babies1

bella-mamma-wkladki-laktacyjne-30szt-z-przylepcem

 

 

 

 

 

  • butelka wody
  • przekąski (herbatniki, biszkopty..)
  • mniejsza butelka wody + tantum rosa do podmywania krocza
  • płyn do higieny intymnej
  • 2 ręczniki (mały do rąk i buzi, duży do kąpieli)
  • przybory toaletowe ( żel pod prysznic, antyperspirant, pasta + szczoteczka do zębów, szczotka do włosów, gumka do włosów,  płyn micelarny +waciki do odświeżenia twarzy, krem do buzi)
  • balsam do ust (przydatny podczas porodu i po)
  • telefon + ładowarka
  • gazeta
  • drobniaki
  • mała kosmetyczka z kosmetykami do makijażu

DLA DZIECKA:

  • 3 – 4 body
  • 3 -4 pajace
  • mitenki (w przypadku gdy pajace nie mają wywijanych rękawków)
  • pampersy
  • chusteczki nawilżane
  • krem ochronny do pupy
  • ręcznik kąpielowy + płyn do kąpieli
  • pielucha tetrowa
  • podkład do przewijania
  • kocyk

Ja przygotowałam jeszcze specjalny zestaw na salę porodową, używając dużej torby do mrożenia z suwakiem  (w razie gdyby Mąż musiał szukać po torbach) , który zawiera koszulę do porodu, dwie podpaski poporodowe, majtki jednorazowe, pampera.

Dla Maluszka również przygotowałam takie zestawy, aby ułatwić Tacie szukanie. Każdy zestaw zawiera body, pajaca, pampers.

Do torby nie wkładałam ubrań na wyjście, gdyż i tak są one już wystarczająco wypchane, ale naszykowałam oddzielną małą torbę/reklamówkę, w której znajdują się kombinezon z czapką i ubranie na wyjście dla mnie, i włożyłam do fotelika. Wtedy Tata na pewno nie zapomni wziąć niczego w tak ważnym dniu jak „powrót do domu”.

Pomoc z Polski już do nas przyleciała w postaci mojej Babci, fryzjer dziś zaliczony więc możemy jechać na porodówkę :)

Trzymajcie za nas kciuki!!!

K. :)

Wyprawka dla niemowlaka – tekstylia

Witajcie!!

Dziś zaczynam 38 tydzień, wielkie odliczanie trwa, zniecierpliwienie sięga zenitu. Już czuję zmęczenie, ciężko mi chodzić, dłużej stać np przy zmywaniu czy robieniu obiadu, źle się śpi, ale pranie, prasowanie małych ubranek sprawia, że te wszystkie niedogodności są nie ważne. Załączył mi się etap wicia gniazda, zrobiliśmy małe przemeblowanie przenosząc łóżeczko do naszej sypialni, sprzątam, piorę, prasuje….  ręce pełne roboty ale za to jakiej przyjemnej :)

Dziś chciałam Wam pokazać jeszcze kilka rzeczy , które kupiłam w Polsce, zanim wrzucę je do prania.

IMG_1208 IMG_1209 IMG_1210 IMG_1211 IMG_1212 IMG_1219Piękna pościel z firmy Ceba Baby , jest o 3 częściowy zestaw ze sztywnym ochraniaczem, poszewką na poduszkę i kołderkę.

cebababy.pl – tu możecie sobie obejrzeć wszystkie produkty tej firmy od pościeli, poduchy do karmienia czy akcesoria do pielęgnacji

 

muślinowe pieluszki z lidla, świetna jakość i piękne wzory.

 

 

 

 

Ręcznik kąpielowy z kapturem z BabyOno
http://www.babyono.com/

kolory są przecudowne, zobaczymy jak się będzie sprawował w praktyce :)

 

 

 

 

pieluchy tetrowe z Pepco

 

 

 

 

 

Cudny, mięciutki kocyk w czadowych kolorach ze Smyka

 

 

 

 

Przy pierwszym dziecku broniłam się przed rożkiem, bo uznałam że to zbedny gadżet, z którego dziecko długo nie bedzie korzystało. Teraz postanowiłam zainwestować ponieważ Synuś urodzi się akurat na sam sezon zimowy i chciałabym mieć pewność, że nie będzie się odkrywał i będzie mu cieplutko. Wybrałam model z firmy Cottonmoose – jest gruby, z wyjmowanym wkładem  kokosowym pod pleckami, z wiązaniem i rzepem, więc mamy pewność że się nie rozwiąże. Można śmiało prać. Niestety nie można zamówić jako kupiec detaliczny na ich stronie, tylko w sklepach stacjonarnych. Lista sklepów na stronie www.cottonmoose.pl , zobaczcie sobie ich piękne kolekcje :)

FullSizeRender(1) FullSizeRenderW komplecie do muślinowych pieluszek był jeszcze pięny welurowy kocyk z zebrą :) nie mogłam się oprzeć :)

 

 

 

 

 

Jako wkład do pościeli zdecydowałam się na firmę FERETTI – kołderka z poduszką bakteriostatyczna, posiada pozytywną opinię instytutu Matki i Dziecka.

 

 

Ok! Ja wracam do prasowania. Junior może się pojawić w każdej chwili, choć mam nadzieję, że poczeka, aż przyleci „pomoc” z Polski :)  Za 7 tygodni Święta, już wiem, że będą wyjątkowe, bo będziemy we Czwórkę :)  Już nie mogę się doczekać :)

Trzymajcie kciuki za Nas, za  Juniora i za to żeby wszystko skończyło się dobrze z tymi nerkami :)

Całuję K.

Idealny wózek dla naszego Maluszka

Witajcie!!!

W Irlandii jesień pełna parą, słońce zachodzi coraz szybciej, noce są coraz dłuższe, pogoda coraz bardziej paskudna a dziś wyszło słońce :) Podejrzewam, że jest to jedno z ostatnich słonecznych dni, więc postanowiłam skorzystać z pogody i wiecznie zielonej trawy i pochwalić się naszą limuzyna dla Juniora. Oglądałam kilka wózków w hurtowni z artykułami dziecięcymi i już miałam wybrany z innej firmy, ale zupełnie przypadkiem trafiłam na reklamę ,  w której była możliwość złożenia wózka według własnych upodobań :) Od razu się zdecydowałam. Wybór padł na firmę Roan model Bass jeden z nowszych.

Wybierając wózek kierowałam się oczywiście wyglądem, ale także żeby był solidnie wykonany, stabilny i wielofunkcyjny. Roan Bass jest zwrotnym, lekkim wózkiem , gdyż posiada lekki aluminiowy stelaż (dostępny w trzech kolorach:white, grey, black),  z miękkim zawieszeniem.  Przednie koła są obrotowe z możliwością blokady do jazdy na wprost, przednie jak i tylne koła są pompowane. Bardzo wygodną sprawą jest centralny hamulec, dzięki czemu jednym ruchem możemy zablokować koła. Stelaż można bardzo szybko i w prosty sposób złożyć do małych rozmiarów a jeszcze szybszy jest system rozkładania za pomocą jednej ręki. Rączka jest regulowana, obszyta jest eko-skórą.

IMG_1082

IMG_1081Stelaż posiada blokadę która zapobiega przed samoistnym rozłożeniem podczas przenoszenia. IMG_1083

 

 

 

 

 

 

 

Posiada również duży zamykany na suwak kosz na zakupy, który można również zdjąć.

IMG_1040Wózek posiada łatwy i wygodny system „click” przy montażu gondoli, spacerówki i fotelika.  Do montażu fotelika,  w zestawie zawarte są specjalne adaptery.

IMG_1066

IMG_1071

IMG_1067

 

 

 

 

 

 

 

 

Fotelik samochodowy Roan Poppi przeznaczony dla dzieci od urodzenia do ok. 10 kg. Posiada homologację ECE R44/04. Ma miękką tapicerkę oraz fajną, „grubą” wkładkę dla noworodka stabilizującą główkę, którą później można wyjąć.  Ma również daszek chroniący przed wiatrem, słońcem czy opadami. Dostępny w różnych kolorach.

 

IMG_1069 IMG_1073 IMG_1070Powodem dla którego zdecydowałam się na ten wózek jest owalny kształt spodu gondoli, jest duża, z wysokiej jakości tworzywa pcv na wysoki połysk (dzięki czemu jest dość lekka), malowana lub gładka, z możliwością regulacji oparcia (od spodu gondoli). Dostępna w różnych kolorach. Wewnątrz gondoli jest  materacyk z włókna orzecha kokosowego zapewniający cyrkulację powietrza. Wnętrze gondoli wykonane z miękkiej bawełny, z możliwością demontażu do prania.  Budka gondoli posiada okienko wentylacyjne i ukryty pod tkaniną uchwyt do przenoszenia gondoli.

IMG_1053 IMG_1077 IMG_1060 IMG_1063 IMG_1054 IMG_1051 IMG_1049

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Spacerówka – można  ją zamontować przodem lub tyłem do kierunku jazdy, budka spacerówki posiada okienko wentylacyjne, a także możliwość przedłużenia daszku, aby ochronić dziecko przed słońcem czy wiatrem.  Wersja spacerowa posiada pięciopunktowe pasy bezpieczeństwa, miękką wkładkę (materacyk), można rozłożyć do pozycji leżącej, z regulowanym podnóżkiem i odpinaną barierką obszytą eko-skórą.

IMG_1036 IMG_1038 IMG_1039Dodatkowo  w zestawie jest pojemna torba z dwoma bocznymi kieszeniami i gumką, pokrowce na nóżki do gondoli i spacerówki, moskitiera i folia przeciwdeszczowa, mięciutki kocyk  dopasowany do wersji kolorystycznej. Brakuje mi tylko w zestawie śpiworka na zimę i pompki do kół.

Fajną sprawą jest to, że możemy sami  w dowolny sposób dobrać kolorystycznie elementy wózka. Ja myślałam o misie gondoli białej w owieczki, ale niestety mojemu Mężowi nie bardzo się to podobało. Nie chciałam po prostu czarnego wózka, która można zobaczyć na każdym kroku. Chciałam coś w kolorze, typowo chłopięcego i żeby ten kolor nie był „smutny”. Wybrałam więc kolor tapicerki NAVY, z misą w kolorze WHITE CARBON i stelażem w kolorze WHITE.  Bardzo podoba mi się to zestawienie kolorystyczne.  Polecam wcześniej usiąść do wyboru kolorów, bo paleta jest tak bogata, że na prawdę ciężko się zdecydować.  :)

Bass-kolorymProducent zastrzega sobie jednak prawo do niezrealizowania projektu, jeżeli uzna że nie jest on spójny i po prostu nie pasuje kolorystycznie, co jest oczywiście zrozumiałe.

Teraz czekamy na Juniora, który pomoże sprawdzić w praktyce funkcjonalność wózka.

Już nie mogę się doczekać aż zaczniemy użytkować wózek. Jeszcze 4 tygodnie!!!

IMG_1076 IMG_1062 IMG_1058 IMG_1057

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pozdrawiam K. :)

WYPRAWKA Produkty higieniczne i apteczne dla Maluszka

Witajcie!!

Jak wiecie kompletuję wyprawkę dla mojego Synusia, który pojawi się na świecie za ok 5 tygodni (mam nadzieję). W sierpniu byłam w Polsce i postanowiłam zrobić zakupy apteczne i higieniczne, ze względu na to, że wiem co kupuje, produkty te mam już sprawdzone na pierwszym dziecku, a poza tym w Irlandii jest mały wybór.

IMG_0905Najpierw higiena. Kosmettyki firmy HIPP przeznaczone są dla niemowląt od pierwszych dni życia, bez parabenów, silikonów i olejów mineralnych, nie zawierają alkoholu, ani olejków eterycznych i co najważniejsze nie uczulają. Ja zakupiłam Pielęgnacyjny płyn do kąpieli i oliwkę pielęgnacyjną. Pięknie pachną,a co najbardziej mi się podoba w oliwce, to to że świetnie nawilża i fajnie się wchłania, a dziecko nie jest „tłuste”.

ZIAJA – tą firmę też uwielbiam. Wybrałam płyn do kąpieli dla dzieci i niemowląt natłuszczający. Jest od pierwszego dnia życia. Nie używam tego płynu regularnie, żeby nie przyzwyczaić skóry dziecka,  ale raz w tygodniu. Nie zawiera mydła, barwników ani konserwantów. Oczyszcza skórę i pozostawia nawilżoną.

No i NIVEA BABY pure & sensitive łagodzący żel do mycia ciała i włosów – powyżej pierwszego miesiąca, myje, nawilża skórę, zapobiega podrażnieniom i swędzeniu, posiada przyjazne pH przyjazne dla skóry, nie zawiera mydła, parabenów, alkoholu i barwników. I co fajne jest z pompką, dzięki czemu jest wygodny w użytkowaniu.

Mam nadzieję, że Juniorowi też przypadną do gustu te produkty :)

IMG_0907BABYONO – obcinak do paznokci i szczoteczka z grzebykiem. Poręczne, zgrabne artykuły i przyjemne dla oka :) Miałam jeszcze kilka innych produktów z tej firmy i bardzo sobie chwalę. W swojej ofercie mają nie tylko artykuły do pielęgnacji, ale też do karmienia, przechowywania pokarmów, zabawki, do pokoju maluszka. Jest jedna rzecz która wpadła mi w oko i nad którą się zastanawiam, a mianowicie granatowo – limonkowa torba STYLE dla mam z matą, idealnie pasowałaby do naszego wózka, którym pochwalę się Wam już niedługo :)  Macie taką torbę?? Polecacie??

CANPOL BABIES termometr – jeszcze nie testowaliśmy, ale czeka na swoją kolej :) Dam wam znać jak się sprawdził. A co do firmy to też miałam kilka produktów z tej firmy i zawsze byłam zadowolona. Ma bogatą ofertę na czas ciąży i dla maluszka od pielęgnacji, poprzez karmienie, zabawę….

IMG_0908Kolejny etap pielęgnacji to czyszczenie noska. Zdecydowałam się na STERIMAR Baby. Jest to roztwór fizjologiczny wody morskiej do nawilżania oraz higieny nosa niemowląt i dzieci. W porównaniu do innych preparatów tego typu Sterimar jest rozpylany w postaci delikatnej mgiełki co jest przyjemne i nie wystraszy dzidziusia.  Do usuwania glutków wybrałam tradycyjną gruszkę. Tak wiem, zaraz posypie się lawina negatywnych komentarzy, ale używanie aspiratorów do nosa po prostu mnie obrzydza (będąc dosadnym ). A gruszka w połączeniu z wodą morską sprawdziła się idealnie przy pierwszym dziecku. No i znowu NIVEA baby tym razem krem na każdą pogodę, chroni przed zimnem, mrozem i wiatrem, zawiera pantenol i wyciąg z nagietka, łatwo się rozprowadza i pozostawia na skórze warstwę ochronną, nie zawiera konserwantów, alkoholu i barwników i można go stosować od pierwszych dni życia.

Do pielęgnacji pupy zamierzam stosować tradycyjny Bephanten, ale postanowiłam tym razem wypróbować Mustela Bebe – krem do przewijania. Krem zawiera aż 98% składników pochodzenia naturalnego!!!!, nie zawiera substancji zapachowych i konserwujących. Zobaczymy jak się spisze ;)

I kilka produktów aptecznych

IMG_0909Witamina D w kapsułkach typu twist off, Delicol – na brzuszkowe sprawy , Viburcol czopki (działa przecizapalnie,  przeciwgorączkowo, przeciwbólowo, rozkurczowo), Czopki glicerynowe na zaparcia (oby się nie przydały), acidolac baby – probiotyk, Nasivin soft – na zatkany nosek, Octenisept – na ranki (po cesarce, do pępka, a także innych ran skórnych)

Postanowiłam się zaopatrzyć w kilka produktów aptecznych, gdyż nigdy nie wiadomo kiedy i co będziemy potrzebować, a niestety w Irlandii (przynajmniej w mojej miejscowości) nie ma apteki która ma nocny dyżur.  Poza tym Irlandczycy  mają bardzo obojętny stosunek do leków i czegoś takiego jak czopki glicerynowe, czy kropelki do nosa dla niemowląt po prostu tutaj nie ma. Oni wychodzą z założenia, że przejdzie samo. Taka ciekawostka: w Irlandii nie dostaniemy też wit C, tylko całe kompleksy witamin.

To są zakupy z Polski.  Powoli szykuje dla was post o wózku i ubrankach, a także będę pakować torbę do szpitala :) Czas leci nieubłaganie z czego się bardzo cieszę, bo już nie mogę się doczekać aż zobaczę mojego Synusia no i kiedy moja Córcia pozna swojego braciszka. Ona też się nie może doczekać, całuje brzuszek i mówi, kocha braciszka, że będzie pomagać mi go kąpać i będzie go wszystkiego uczyć :)

Jeżeli podoba wam mój blog to zapraszam do komentowania, a także na mój Facebook i Instagram: herimperfections66

Pozdrawiam K. :)