Kolejne wiadomosci, kolejne wizyty….

Witajcie!!

Po powrocie do Irlandii mieliśmy iść do specjalisty. To znaczy w domu miał czekać na nas list z wyznaczonym terminem specjalistycznego usg. Nie czekał!! W środę 3 września miałam wyznaczoną kontrolną wizytę w naszym regionalnym szpitalu. Tradycyjne badania i rozmowa z lekarzem. Mimo tego ze lekarz nie był Irlandczykiem, tylko ciemnoskórym z Indii czy skądś jeszcze, to miał typowo Irlandzkie podejście.  Zaglądając do mojej księgi ciąży pyta: „wszystko ok??” To mu odpowiadam, że ze mną ok, ale że z dzieckiem nie do końca. Lekarz: „A co z dzieckiem??” To mu zaczynam mówić od początku, ze w 20tyg na usg wyszły powiększone nerki, że z każdym scanem (usg) powiększały się, bla bla bla….A on na to, że to może się samo unormować, że teraz i tak się z tym nic nie zrobi, ze dopiero po porodzie. A ja mu mówię, ze byłam w Polsce u lekarza, że nerki są na prawdę duże i się pytam prostym angielskim, czy w Irlandii nie robi się operacji żadnych. A Pan doktorek , z zażenowaniem patrzy i mówi: ” a co ty byś chciała zrobić??” WTF??!! Ręce opadają. To mu mówię, że w Polsce wykonuje się zabiegi jeszcze w  brzuchu Matki. Pan doktorek spojrzał na mnie i oznajmił z jeszcze większym zażenowaniem, że w Irlandii nie robi się żadnych operacji. Widział moją minę i postanowił, że na szybko wykona usg, żeby zobaczyć czy nie urosły jeszcze bardziej.  Ku mojej radości okazało się, że nerki nie zmieniły swoich rozmiarów od ostatniego scanu. Ale też nie zmalały niestety. Powiedziałam, Doktorkowi także, że miałam mieć umówioną wizytę do specjalisty, ale nadal nie mam żadnej informacji. A że lekarze w Irlandii bardzo się boją tego, że można było by ich pozwać do sądu, dlatego cokolwiek sobie o mnie nie pomyślał, wiedział, że nie może tego tak po prostu olać. Powiedział, że umówi mnie na wizytę do specjalisty, a później jeżeli to będzie konieczne, do pediatry, który wytłumaczy, jak dalej będziemy postępować, gdy dziecko przyjdzie na świat, a nerki się nie unormują. Na drugi dzień, dostałam tel z umówioną wizytą do specjalisty, która wypadała równo tydzień później.

9 września stawiliśmy się w szpitalu na specjalistycznych scanie. Tradycyjnie musieliśmy swoje odczekać w poczekalni, bo niestety, ale tak funkcjonuje irlandzka opieka medyczna, że gdziekolwiek nie idzie się na wizytę, czy to lekarz pierwszego kontaktu, czy szpital, czy nawet nagły wypadek, to trzeba czekać. I nie mówię tu o kilku minutach, tylko godzinach :D Na całe szczęście Pani Profesor ‚jakaś tam’ okazała się bardzo przemiłą kobietą, ciepłą, która wszystko nam wyjaśniła, obejrzała Juniora z każdej strony, sprawdziła oczywiście to, na czym nam najbardziej zależało – układ moczowy, potwierdziła, że nerki są tych samych rozmiarów co na poprzednim usg i powiedziała, że tylko nerki są powiększone, a pęcherz nie. (całe szczęście że nie postępuje). Cierpliwie odpowiadała na każde nasze pytanie i widząc naszą Trzylatkę, która nie może usiedzieć na miejscu, postanowiła że specjalnie dla niej, wydrukuje zdjęcie buzi braciszka w 3D żeby mogła sobie wstawić w ramkę i mieć w swoim pokoju. Powiedziała, że mimo wszystko trzeba monitorować i że wpisze do mojej książki ciąży, że mam mieć robione scany co 4 tyg aż do rozwiązania.

Tydzień później (16.09) wypadała mi rutynowa kontrola w regionalnym szpitalu. Pojechałam. Tradycyjnie podstawowe badania i rozmowa z lekarzem. Tym razem trafiłam do ciemnoskórej kobiety. O dziwo zerknęła w książkę ciąży, żeby zobaczyć ewentualne notatki z poprzednich wizyt. Okazało się, raport z usg u specjalisty zaginął, i w podstawowym dokumencie o mojej ciąży, nie ma żadnej informacji. Masakra. I znowu musiałam opowiadać całą historię od początku. Potem tradycyjne mierzenie ciśnienia i „macanie” brzucha. Tym razem Pani doktor robiła to zdecydowanie za długo i spytała: „to kiedy wypada następny scan??” Na co ja, że za 3 tyg, a ona że jednak będziemy robić scany co 2 tygodnie. Więc zdziwiona, a zarazem przestraszona pyta, czy coś nie tak, a Pani doktor mówi , że mam za dużo wód płodowych i trzeba to sprawdzić na usg. Następnie posłuchała serduszka przez urządzenie dopplerowskie. Gdy już się podniosłam z kozetki, trochę wystraszona pytam czy nadmiar wód jest niebezpieczny?? Ponieważ do tej pory myślałam w bardzo prosty  sposób, że nadmiar wód to więcej miejsca dla dzidziusia i większy basen ;) Pani doktor szybko stwierdziła, ze jeżeli dzidziuś prawidłowo rośnie, to wszystko ok, a jeżeli się nie rozwija to nie dobrze.

Wkurzyłam się!!! Wiem jeszcze z Polski, że mam nadmiar wód płodowych (ale w normie), bo za każdym razem jak się kładę na usg na płasko to szybko mi się słabo robi i to dlatego że mam większy brzuch i ciężar ucisk gdzieś na nerw albo tętnice. Po drugie wiem, że Junior rozwija się prawidłowo, bo na każdym usg (i na ostatnim też) mówiono nam, że Junior ma idealne rozmiary. I znowu kolejny wyjazd się szykuje :/

Po powrocie do domu opowiedziałam mojemu Mężowi całą sytuację i nie zdziwiło mnie Jego wkurzenie…..

Wieczorem zaczęłam czytać o nadmiarze wód płodowych tzw wielowodziu i trochę się przestraszyłam…. Może być niebezpieczne i dla mamy i dla dziecka. Wielowodzie charakteryzuje się nadmiernym rozmiarem macicy. Kobieta w ciąży może zaobserwować za duży brzuch w stosunku do wieku ciąży, uskarżać się również na bolesne napięcie brzucha (jest ona zbyt twardy), nadmierną ruchliwość płodu oraz trudności w oddychaniu. Największym zagrożeniem w przypadku wielowodzia (czy nadmiaru wód płodowych) jest przedwczesne odklejenie łożyska lub pękniecie pęcherza płodowego oraz przedwczesny poród. Może dojść do niedotlenienie płodu. Podczas porodu mogą wystąpić komplikacje wynikające z nieprawidłowego wstawienia się główki do kanału rodnego lub wypadnięcia pępowiny. Natomiast po porodzie kobieta może cierpieć z powodu nieprawidłowego kurczenia się macicy oraz doznać krwotoku.

Zaczęłam się martwić…. może i dobrze że jedziemy na usg?? Lepiej sprawdzić niż coś przeoczyć.

Tak więc za tydzień znowu „wycieczka”.  A tu Juniorek <3

11313812_1191864090827251_1397908214_nPozdrawiamy Was razem z Juniorem. dziękujemy za słowa otuchy!!! Czekajcie na dalsze wiadomości.

Zapraszam też na naszego Facebooka i Instagram: herimperfections66  gdzie wrzucam fotki z codziennego życia naszej rodzinki :)

Całujemy :) K. i Junior

Braciszek czy siostrzyczka??

Witajcie kochani!!

Prowadzenie ciąży w Irlandii dużo różni się od prowadzenia ciąży w Polsce. Gdy pojawią się dwie kreski na teście ciążowym trzeba udać się do naszego lekarza pierwszego kontaktu tzw. GP (General Practitioner lub Familly Doctor) i informujemy go, że jesteśmy w stanie błogosławionym. GP wysyła list do szpitala położniczego z naszymi detalami. Oczywiście idąc na wizytę do GP musimy wziąć ze sobą próbkę moczu, ponieważ w Irlandii lekarze potwierdzają ciąże na podstawie papierka lakmusowego i moczu, a nie badań krwi tak jak w Polsce. Lekarz sprawdza również nasze ciśnienie, robi bardzo ogólny wywiad min. data pierwszego dnia ostatniej miesiączki, na podstawie której wylicza datę porodu. I to tyle jeżeli chodzi o początek. Następny kontakt ze służbą zdrowia jest w momencie kiedy zapraszają nas na pierwsze usg (tzw. scan) między 11 a 14 tygodniem ciąży. Oczywiście jedziemy z próbką moczu, położna przeprowadza z nami dokładny wywiad, zakłada nam zieloną księgę ciąży i wykonuje pierwszy scan. Niestety za dużo się nie dowiemy od położnej która wykonuje usg. Zazwyczaj pada krótkie stwierdzenie „Everything is ok.” (wszystko w porządku) – tak było w naszym przypadku. Gdyby nie moje pytanie jak duże jest dziecko, nic bym się nie dowiedziała :/ Byłam taka podekscytowana tym usg, że po wyjściu z gabinetu zorientowałam się, że nawet nie słyszeliśmy bicia serduszka. Tak nas Pani ekspresowo obsłużyła. I na tym koniec wizyty. Tydzień później byłam na wizycie w szpitalu na pobraniu krwi. Po pobraniu krwi pielęgniarka poinformowała mnie, żebym poczekała w głównej poczekalni na wizytę u lekarza. Czekałam. Po chwili zawołał mnie lekarz, a dokładniej Pani Doktor. Wizyta była jak zwykle ponad moje oczekiwania. Pani doktor tylko zadała kilka pytań min o moją miesiączkę i długość cyklu, na podstawie której przesunęła termin porodu o dzień później niż do tej pory, nie zbadała nawet ciśnienia i to tyle.

W okolicach 18 tygodnia ciąży udałam się do GP na rutynową kontrolę czyli badanie moczu, ciśnienia, „macanie” brzucha, krótki wywiad i słuchanie serduszka urządzeniem dopplerowskim.  Ta ostatnia część wizyty u lekarza, była momentem na który czekałam chyba najdłużej. Leżałam na kozetce, na plecach, z odkrytym brzuchem, lekarz jeździł po moim już wypukłym brzuchu „radyjkiem” do słuchania serduszka i nagle się pyta czy czuje już ruchy, a ja że nie bardzo. A lekarz na to, że słychać w „radyjku” kopnięcia :) i nagle „bum!!” I w urządzeniu dopplerowskim i w moim brzuchu :)

Gdy wracałam do domu autem, od połowy drogi zaczęłam płakać jak bóbr!! Ze szczęścia oczywiście :) Ten dzień był dla mnie przełomowy!!! Przeogromnie się wzruszyłam, w końcu dotarło do mnie, ze ten wystający brzuch to nie kwestia „złej diety” a tego że zaczyna się NOWE ŻYCIE, że spełnia się moje kolejne „małe marzenie”.

Jak dojeżdżałam do domu, starałam się doprowadzić do stanu używalności. Jak tylko przekroczyłam próg domu, na progu kuchni stał  mój Ślubny i widząc mój wyraz twarzy, zrobił wielkie oczy i pyta się jak wizyta, a ja nawet nie umiałam słowa wydusić z siebie, tylko zaczęłam płakać i rzuciłam Mu się na szyję. Ślubny się wystraszył, ale zaraz mu wszystko wytłumaczyłam :) No cóż, hormony…..

Dwa tygodnie później, zniecierpliwieni, ciekawscy udaliśmy się na prywatne usg, gdyż w Irlandii jeżeli ciąża przebiega prawidłowo wykonują 2 usg, nie więcej. Na usg, sepleniąca Brytyjka, pokazałam nam wszystko, rączki, stópki, serduszko, nerki, kręgosłup (…) i powiedziałam nam, że niepokoi ją jedna sprawa, a mianowicie nerki dziecka „biorą” za dużo płynów, że norma to 7 mm, a nerki naszego dzieciątka pobierają aż 10mm, co jest ponad normę. Powiedziała, że na razie mamy obserwować na kolejnych usg, i że jeżeli już to dopiero jak się urodzi będzie można coś z tym zrobić. I dodała, że u chłopców jest to dość powszechny problem. TAK!!!! u chłopców!!! Czyli będzie Synuś :) Moja trzylatka wiedziała od początku!! Tylko skąd?? Jak tylko Pani doktor uświadomiła nas ze to będzie chłopak, znowu ogarnęło mnie wzruszenie i zalałam się łzami. Po wyjściu z gabinetu nie mogłam się uspokoić jeszcze przez godzinę.

Bardzo się cieszymy, że to będzie chłopak. Jednak nikt nie cieszy się bardziej, niż mój Mąż, będzie przedłużenie rodu R. :)

its-a-boy-giant-banner-with-hanging-cutouts