irlandzka służba zdrowia!!!

Hej!!

Za nami kolejne wizyty (niepotrzebne, tak jak myślałam) i jak zwykle „niezawodna” irlandzka służba zdrowia. Jeżeli ciąża przebiega prawidłowo, to nie można narzekać, ale jeżeli już coś jest nie tak, to wychodzi brak kompetencji tutejszych lekarzy i poziom ich edukacji :/

23 września pojechaliśmy na usg aby skontrolować poziom wód płodowych. Potwierdziło się to co już wiedzieliśmy, czyli że wód jest faktycznie więcej, ale jeszcze w normie. Niestety okazało się również, że nerki znowu się powiększyły do 25mm prawa i do 22mm lewa i pęcherz również powiększony, ale możliwe ze Junior nie zdążył jeszcze zrobić siusiu. Zaczęliśmy zadawać pytania, ale Pani stwierdziła, że ona nie ma wystarczającej wiedzy, żeby nam udzielić jakichkolwiek informacji, że może nerki się powiększyły, bo dziecko rośnie, ale najlepiej jak porozmawiamy z lekarzem. Tak więc umówiliśmy się do lekarza jeszcze na ten sam dzień, tyle tylko że do lekarza w naszym regionalnym szpitalu. Ponieważ mieliśmy chwile czasu do wizyty, postanowiliśmy pojechać coś zjeść,  gdyż w naszym szpitalu trochę się trzeba nasiedzieć i nie chciałam jechać głodna, bo robi mi się słabo z głodu. Pojechaliśmy do popularnej sieciowej restauracji na frytasy i wrapa z kurczakiem, a wszystko popiłam waniliowym latte :)

Na wizytę pojechałam sama, zostawiając Męża z mega aktywną trzylatką w domu. Jadąc na wizytę obawiałam się, że nie pójdę prosto do lekarza, tylko będzie to pełna rutynowa kontrola. Mimo że zaznaczyłam Pani w recepcji że ja tylko do lekarza, to niestety trafiłam najpierw do pielęgniarki, która rutynowo poprosiła o mocz :/ i klops!! Nie miałam moczu, bo nie spodziewałam się wizyty u lekarza. A jak wszyscy dobrze wiemy, mocz bierzemy na czczo. Tak więc pielęgniarka podała mi pojemnik i kazała iść do toalety. No i wyszło mi moje waniliowe latte :/ Tzn okazało się, że w moczu jest cukier. Tak więc dostałam skierowanie na glukozę. Świetnie :/ Potem swoje odsiedziałam w poczekalni i w końcu wizyta u lekarza, która również okazała się zbędna. Bo po pierwsze trafiłam lekarza z którym już miałam do czynienia i nie byłam zadowolona, a po drugie nic się nie dowiedziałam, za to On mi zadawał pytania.  Generalnie zmarnowany czas i jeszcze dodatkowe badania.

26.09  W końcu jakis miły dzień :) Moje urodziny, ostatnie z „dwójką” z przodu , a z samego rana byłam na wyprzedaży w NEXT i upolowałam kilka fajnych rzeczy (możecie zobaczyć je TU).  Po południu wpadli znajomi z życzeniami i prezentami, i tak przyjemnie minął dzień.

28.09 w poniedziałek odwiozłam moją Córę do przedszkola i pojechałam prosto do szpitala na test na glukozę. Jedyny plus jest taki, że w Irlandii do testu pije się Lucozade (czyli napój gazowany dostępny w każdym sklepie coś typu cola czy sprite) a nie glukozę tak jak w Polsce. Ale 3 godziny zleciały.

Kolejne usg miałam 7 października w 32 tygodniu ciąży. Pojechaliśmy do Położniczego szpitala w Limerick, zgłosiliśmy się do recepcji i prosto na scan. I znowu irlndzka służba zdrowia dała popis. Pani na badanie poświęciła 10 minut, z czego przez pierwsze 8 monitor miała odwrócony do siebie i nic nie widziałam a ona nie wydusiła z siebie słowa, aż w końcu mój Mąż do niej zagadnął a propos nerek. Potem obróciła do mnie monitor, pokazała mi buzie, bijące serce i pozwoliła wstać. Gdyby nie to, że znowu zaczęliśmy pytać, pewnie wyszlibyśmy bez słowa. Pani która wykonywała badanie nie bardzo chciała cokolwiek powiedzieć. Zapytałam o rozmiar nerek, bo sama z siebie też nie powiedziała i okazało się, że ZNOWU się powiększyły prawa do 28mm i lewa do 23mm. I znowu pytania, i znowu brak odpowiedzi, bo pani stwierdziła, ze nie ma wiedzy żeby udzielać jakichkolwiek informacji. Pytaliśmy również o ewentualny zabieg jeszcze w brzuchu, ale pani popatrzyła na nas jak na idiotów, twierdząc że żaden zabieg nie jest potrzebny i kto nam tak powiedział…Więc jej powiedzieliśmy, że w Polsce wykonuje się takie zabiegi. A ona(czerwieniąc się ze złości i poirytowania) na to (robiąc z nas jeszcze większych idiotów) że chyba my im (czyli lekarzom w Polsce) udzieliliśmy złych informacji na temat ciąży. Ja w szoku!!! Mówię tej płytkiej kobiecie, że my im nie udzieliliśmy tylko informacji, ale że byłam szczegółowo badana!! A ona kwitując z ogromnym zażenowaniem, że musimy się zdecydować gdzie chcemy być leczeni (czyt. w Irlandii czy w Polsce). Uprzejmie się pożegnaliśmy i wyszliśmy. Muszę się dowiedzieć o imię i nazwisko tej pani, nie zostawię tak tego!!

Jak widzicie Irlandzcy lekarze mają wysokie mniemanie o sobie, ale niestety wiedzę na niskim poziomie a w edukacji braki!!! I strasznie ich kłuje w oczy, że śmiemy wspominać o naszej polskiej służbie zdrowia, która jest na bardzo wysokim poziomie.

Ehhh… szkoda gadać. Byle do końca i oby mój Junior wyzdrowiał. Zostało nam 7 tygodni do „godziny zero”. Przygotowuje dla Was kolejny post, ponieważ przyszła już do nas paczka z Polski z wózkiem i wszystkimi zakupami, które zrobiłam dla Juniora :) Czekajcie!!!

Pozdrawiam K. :)

FACEBOOK : Her Imperfections

INSTAGRAM: herimperfections66

Kolejne wiadomosci, kolejne wizyty….

Witajcie!!

Po powrocie do Irlandii mieliśmy iść do specjalisty. To znaczy w domu miał czekać na nas list z wyznaczonym terminem specjalistycznego usg. Nie czekał!! W środę 3 września miałam wyznaczoną kontrolną wizytę w naszym regionalnym szpitalu. Tradycyjne badania i rozmowa z lekarzem. Mimo tego ze lekarz nie był Irlandczykiem, tylko ciemnoskórym z Indii czy skądś jeszcze, to miał typowo Irlandzkie podejście.  Zaglądając do mojej księgi ciąży pyta: „wszystko ok??” To mu odpowiadam, że ze mną ok, ale że z dzieckiem nie do końca. Lekarz: „A co z dzieckiem??” To mu zaczynam mówić od początku, ze w 20tyg na usg wyszły powiększone nerki, że z każdym scanem (usg) powiększały się, bla bla bla….A on na to, że to może się samo unormować, że teraz i tak się z tym nic nie zrobi, ze dopiero po porodzie. A ja mu mówię, ze byłam w Polsce u lekarza, że nerki są na prawdę duże i się pytam prostym angielskim, czy w Irlandii nie robi się operacji żadnych. A Pan doktorek , z zażenowaniem patrzy i mówi: ” a co ty byś chciała zrobić??” WTF??!! Ręce opadają. To mu mówię, że w Polsce wykonuje się zabiegi jeszcze w  brzuchu Matki. Pan doktorek spojrzał na mnie i oznajmił z jeszcze większym zażenowaniem, że w Irlandii nie robi się żadnych operacji. Widział moją minę i postanowił, że na szybko wykona usg, żeby zobaczyć czy nie urosły jeszcze bardziej.  Ku mojej radości okazało się, że nerki nie zmieniły swoich rozmiarów od ostatniego scanu. Ale też nie zmalały niestety. Powiedziałam, Doktorkowi także, że miałam mieć umówioną wizytę do specjalisty, ale nadal nie mam żadnej informacji. A że lekarze w Irlandii bardzo się boją tego, że można było by ich pozwać do sądu, dlatego cokolwiek sobie o mnie nie pomyślał, wiedział, że nie może tego tak po prostu olać. Powiedział, że umówi mnie na wizytę do specjalisty, a później jeżeli to będzie konieczne, do pediatry, który wytłumaczy, jak dalej będziemy postępować, gdy dziecko przyjdzie na świat, a nerki się nie unormują. Na drugi dzień, dostałam tel z umówioną wizytą do specjalisty, która wypadała równo tydzień później.

9 września stawiliśmy się w szpitalu na specjalistycznych scanie. Tradycyjnie musieliśmy swoje odczekać w poczekalni, bo niestety, ale tak funkcjonuje irlandzka opieka medyczna, że gdziekolwiek nie idzie się na wizytę, czy to lekarz pierwszego kontaktu, czy szpital, czy nawet nagły wypadek, to trzeba czekać. I nie mówię tu o kilku minutach, tylko godzinach :D Na całe szczęście Pani Profesor ‚jakaś tam’ okazała się bardzo przemiłą kobietą, ciepłą, która wszystko nam wyjaśniła, obejrzała Juniora z każdej strony, sprawdziła oczywiście to, na czym nam najbardziej zależało – układ moczowy, potwierdziła, że nerki są tych samych rozmiarów co na poprzednim usg i powiedziała, że tylko nerki są powiększone, a pęcherz nie. (całe szczęście że nie postępuje). Cierpliwie odpowiadała na każde nasze pytanie i widząc naszą Trzylatkę, która nie może usiedzieć na miejscu, postanowiła że specjalnie dla niej, wydrukuje zdjęcie buzi braciszka w 3D żeby mogła sobie wstawić w ramkę i mieć w swoim pokoju. Powiedziała, że mimo wszystko trzeba monitorować i że wpisze do mojej książki ciąży, że mam mieć robione scany co 4 tyg aż do rozwiązania.

Tydzień później (16.09) wypadała mi rutynowa kontrola w regionalnym szpitalu. Pojechałam. Tradycyjnie podstawowe badania i rozmowa z lekarzem. Tym razem trafiłam do ciemnoskórej kobiety. O dziwo zerknęła w książkę ciąży, żeby zobaczyć ewentualne notatki z poprzednich wizyt. Okazało się, raport z usg u specjalisty zaginął, i w podstawowym dokumencie o mojej ciąży, nie ma żadnej informacji. Masakra. I znowu musiałam opowiadać całą historię od początku. Potem tradycyjne mierzenie ciśnienia i „macanie” brzucha. Tym razem Pani doktor robiła to zdecydowanie za długo i spytała: „to kiedy wypada następny scan??” Na co ja, że za 3 tyg, a ona że jednak będziemy robić scany co 2 tygodnie. Więc zdziwiona, a zarazem przestraszona pyta, czy coś nie tak, a Pani doktor mówi , że mam za dużo wód płodowych i trzeba to sprawdzić na usg. Następnie posłuchała serduszka przez urządzenie dopplerowskie. Gdy już się podniosłam z kozetki, trochę wystraszona pytam czy nadmiar wód jest niebezpieczny?? Ponieważ do tej pory myślałam w bardzo prosty  sposób, że nadmiar wód to więcej miejsca dla dzidziusia i większy basen ;) Pani doktor szybko stwierdziła, ze jeżeli dzidziuś prawidłowo rośnie, to wszystko ok, a jeżeli się nie rozwija to nie dobrze.

Wkurzyłam się!!! Wiem jeszcze z Polski, że mam nadmiar wód płodowych (ale w normie), bo za każdym razem jak się kładę na usg na płasko to szybko mi się słabo robi i to dlatego że mam większy brzuch i ciężar ucisk gdzieś na nerw albo tętnice. Po drugie wiem, że Junior rozwija się prawidłowo, bo na każdym usg (i na ostatnim też) mówiono nam, że Junior ma idealne rozmiary. I znowu kolejny wyjazd się szykuje :/

Po powrocie do domu opowiedziałam mojemu Mężowi całą sytuację i nie zdziwiło mnie Jego wkurzenie…..

Wieczorem zaczęłam czytać o nadmiarze wód płodowych tzw wielowodziu i trochę się przestraszyłam…. Może być niebezpieczne i dla mamy i dla dziecka. Wielowodzie charakteryzuje się nadmiernym rozmiarem macicy. Kobieta w ciąży może zaobserwować za duży brzuch w stosunku do wieku ciąży, uskarżać się również na bolesne napięcie brzucha (jest ona zbyt twardy), nadmierną ruchliwość płodu oraz trudności w oddychaniu. Największym zagrożeniem w przypadku wielowodzia (czy nadmiaru wód płodowych) jest przedwczesne odklejenie łożyska lub pękniecie pęcherza płodowego oraz przedwczesny poród. Może dojść do niedotlenienie płodu. Podczas porodu mogą wystąpić komplikacje wynikające z nieprawidłowego wstawienia się główki do kanału rodnego lub wypadnięcia pępowiny. Natomiast po porodzie kobieta może cierpieć z powodu nieprawidłowego kurczenia się macicy oraz doznać krwotoku.

Zaczęłam się martwić…. może i dobrze że jedziemy na usg?? Lepiej sprawdzić niż coś przeoczyć.

Tak więc za tydzień znowu „wycieczka”.  A tu Juniorek <3

11313812_1191864090827251_1397908214_nPozdrawiamy Was razem z Juniorem. dziękujemy za słowa otuchy!!! Czekajcie na dalsze wiadomości.

Zapraszam też na naszego Facebooka i Instagram: herimperfections66  gdzie wrzucam fotki z codziennego życia naszej rodzinki :)

Całujemy :) K. i Junior