Damy radę!!

7.12.2015 poniedziałek

Noc tradycyjnie zarwana. Za każdym razem jak nakarmiłam Juniora i się położyliśmy, ktoś przychodził i mierzył Mu ciśnienie, tmp…. i Młody się budził. Za wszelką cenę próbowałam karmić Go piersią. Ale z tych nerwów, zmęczenia, głodu mleka nie wystarczało. Doszło dokarmianie butelką, co automatycznie spowalniało laktację. Ostatnie karmienie było o 7:45. Koło 9 Junior zaczynał być głodny, płakał. Nie mógł przez to spać. Nosiłam Go, bujałam a On płakał. Nie mogłam Go odłożyć nawet na chwilkę, nie mówiąc nic o zmianie pampersa. Sama nie włożyłam nic do ust. Po pierwsze w szpitalu nie zapewniano rodzicom wyżywienia, trzeba było mieć własny prowiant, którego ja nie miałam, bo w Limericku nie musiałam mieć, poza tym nie miał mi nawet kto mi zrobić jakiś zakupów. Miałam tylko herbatniki i krakersy, ale też nie miałam możliwości ich zjeść bo Junior tak bardzo płakał z głodu, że mi też się odechciało jedzenia. Podłączono mu kroplówkę z glukozą ale nic to nie dało. W miedzy czasie przyszli nefrolodzy, ze podjęli decyzję. Zrobią mu przetokę moczowo – skórną. Na początku nie docierało do mnie o co im chodzi, ale zaraz do mnie dotarło. Junior będzie miał zrobiona dziurkę w pęcherzu i mocz będzie odprowadzany bezpośrednio na zewnątrz brzuszka…. O takich przypadkach czytaliśmy w internecie. Jest to rozwiązanie tymczasowe, ponieważ układ moczowy u takich maluszków jest jeszcze niedojrzały i póki dziecko nie ukończy około 3 roku życia, nie stosuje się innych rozwiązań w takim przypadku. Mąż był w drodze, musiał pokonać 250 km. Zadzwoniłam do Niego, żeby przedstawić mu plan działania i podjąć wspólnie decyzję, ponieważ była taka możliwość, że Mąż nie zdąży dojechać przed operacją.  Właściwie nie było się nad czym zastanawiać, trzeba było ratować nerki Juniora. Zabieg ten ma na celu swobodny odpływ moczu, dzięki czemu mocz nie będzie wracał do nerek i nie będzie ich uszkadzał.  Niestety nerki już są w jakimś stopniu uszkodzone, ale nie możemy dopuścić do jeszcze większych zniszczeń. U Juniora stwierdzono refluks przewodów moczowych V stopnia, czyli najbardziej zaawansowany, a ten zabieg daje szanse na zmniejszenie refluksu. Przyjechał Mąż. Koło 15stej poinformowano nas, że sala operacyjna jest gotowa. Trzymałam Juniora na rękach, zawiniętego w kocyk. Zjechaliśmy windą na pierwsze piętro i razem z pielęgniarką przeszliśmy przez kodowane drzwi, za które normalnie nie ma wejścia. Ostatnie formalności i pytanie pielęgniarki, kto zaniesie dziecko na salę operacyjną. Byłam przygotowana na to, że Mąż nie zdąży dojechać i będę musiała Go zanieść na operację. Ale gdy pielęgniarka zapytała, kto pójdzie, po prostu zrezygnowałam. Mąż poszedł z Juniorem a mnie poproszone o wyjście na główny hall, gdzie mam czekać na Męża, który zaraz do mnie dołączy. Odwróciłam się na pięcie i wychodząc zaczęłam płakać. Wtedy nie obchodzili mnie ludzie którzy kręcili się po hallu. Usiadłam na krzesełkach i płakałam. Za chwilę w drzwiach wyjściowych pojawił się Mąż, który nie wytrzymał i wybuchnął płaczem. Siedzieliśmy i płakaliśmy. W tym momencie nie umieliśmy wydusić z siebie słowa.  Nie wiem ile trwał zabieg. Po operacji, gdy saturacja się unormowała przywieźli nam Juniora z powrotem. Spał. Wyglądał tak niewinnie.

Do przetoki miał założony cewnik na 48h po to by „dziurka” się uformowała i nie zarosła. Niestety cewnik nie przetrwał 48 h, bo mój Synuś go sobie wyciągnął. Potem założono mu jeszcze dwa kolejne cewniki, które również długo nie pozostały na miejscu. Przez ten czas kiedy miał te cewniki, nie miałam odwagi zmienić mu pampersa. Po prostu się bałam, że sama niechcący mu go wyrwę. Na całe szczęście pielęgniarki były bardzo uczynne, rozumiały mój strach i przebierały Go. Z każdym dniem mój dzielny chłopczyk zbierał siły i dochodził do siebie po operacji.

IMG_1618

Miła niespodzianka – wszystkie dzieciaki na nefrologii otrzymały drobne upominki od Disney shop’u

 

 

 

 

 

 

Każdego dnia, po kilka razy dziennie przychodzili lekarze i patrzyli jak się wszystko goi. Junior był cały czas na antybiotyku dożylnym ze względu na infekcję. Codziennie pobierano Mu krew aby zmierzyć poziom antybiotyku we krwi, kontrolowano Jego wagę, ciśnienie, tmp. Aż w końcu, w czwartek, przyszła Pani Doktor i powiedziała, że Junior ma się coraz lepiej, ze są zadowoleni z Jego postępów i ze jutro wypuszczą nas do domu!! Na początku miałam wątpliwości, czy dobrze rozumiem, poprosiłam o powtórzenie. Dobrze rozumiałam, możemy wracać do domu. Łzy radości popłynęły po policzkach.  Bałam się, że pierwsze święta Bożego Narodzenia Junior będzie musiał spędzić w szpitalu. Zadzwoniłam do Męża, płakałam do słuchawki – z radości :) Mąż też się wzruszył :) To był dobry dzień :)  Zmęczenie odeszło i nabrałam nowych sił!!

Ze szpitala Junior wychodzi na antybiotyku, będzie brał go bezterminowo, po to, żeby nie doszło do kolejnej infekcji, która mogłaby wyniszczać jego nerki.

W piątek, 11.12.2015 roku, po 18 dniach, po zaliczeniu trzech szpitali wracamy do domu. Mam nadzieję, że wykorzystaliśmy limit „nieszczęścia” i że teraz już będzie tylko lepiej.

Dlatego  w Nowym Roku życzę sobie, swojej rodzinie i wszystkim Wam zdrowia. Bo choć to banalne, to jednak najważniejsze.

Dziękujemy za trzymane kciuki, za każde dobre słowo.

Jeżeli chcecie wiedzieć ja sobie radzimy zapraszamy na naszego Facebooka oraz na nasz Instagram: herimperfections66

Pozdrawiamy Mama i Junior!!

Historia Juniora cz.1

Witajcie!!

Nowy Rok mnie zastał :) Mam nadzieję że ten nowy przyniesie nam więcej szczęścia niż poprzedni. Jak się pewnie domyślacie, Junior jest już z nami. We wtorek 24 listopada 2015 roku o godzinie 11:35 przyszedł na świat poprzez cesarskie cięcie. Jeszcze dobrze z brzucha nie wyszedł a już się darł :) Od razu został przebadany dostał 10 pkt w skali apgar.

IMG_1364Zaraz po zabiegu pojechaliśmy na salę pooperacyjną, gdzie mogliśmy się sobą nacieszyć i przystawiono mi Juniora do piersi, gdyż chciałam karmić piersią. Niestety Junior nie mógł wrócić ze mną na normalną salę, musiał jechać na neonatologię na obserwację. Jego waga urodzeniowa wynosiła 3,8 kg, z racji tego że mocz zalegał w nerkach i pęcherzu podłączono mu cewnik i od razu spuszczono z jego układu moczowego 140ml moczu. Jeszcze tego samego dnia pojechał do innego szpitala na usg brzuszka i tzw scyntygrafię mikcyjną. Po badaniu wrócił do szpitala położniczego. Na neonatologi przebywał ok 3 dni. Przed porodem razem z Mężem przewertowaliśmy internet szukając informacji , rozmawialiśmy z różnymi lekarzami, i Junior powinien dostać antybiotyk zaraz po porodzie, żeby zalegający mocz nie zainfekował nerek. Tak się jednak nie stało. Dostał go dopiero w drugiej lub trzeciej dobie. Po 3 dniach przywieziono mi Go na moją salę i był już cały czas ze mną. Codziennie rano zjeżdżałam z Juniorem piętro niżej na neo na badania krwi, mierzenie ciśnienia. Przez cały czas musiałam notować ile jadł z piersi i ile z butelki, i czy pielucha była mokra, czy z kupą. Jak Junior leżał na neonatologii, to chodziłam i karmiłam piersią, ale niestety musiał mieć podawane także mleko modyfikowane z kilku względów. Po pierwsze zanim ja byłam w stanie się ruszyć z łóżka po cesarce, dziecko już musiało być dawno nakarmione, więc za moją zgodą podano mu mm (od razu dostawał duże porcje, a ja jeszcze nie miałam mleka przez co potrzebował więcej niż ja mogłam wyprodukować), poza tym miał żółtaczkę i trzeba było go przepajać, żeby żółtaczka zeszła. Gdy przyjechał do mnie na salę, starałam się karmić tylko piersią, często ale tylko piersią. Od razu jadł z dwóch piersi. W poniedziałek (7 dni po narodzinach) znowu pojechał do sąsiedniego szpitala na usg brzuszka. Wrócił po godzinie. Spał. I wtedy jakoś przykuło moją uwagę to, że Junior jest jakiś bardziej senny. Już jadł tylko z jednej piersi i zasypiał. Nie mogłam go dobudzić, żeby nakarmić go z drugiej. Ale wytłumaczyłam to tym, że pewnie na badaniach go kłuli, dziecko się nacierpiało i teraz odsypia. W poniedziałek wieczorem powiedziano nam, że będziemy mogli wyjść do domu. Wszystko zależało od wyników usg. Mieli zorganizować wszystko do wtorku rano, bo Mąż szedł do pracy na 14stą do 20stej i nie miałby mnie kto odebrać. Nawalili. Wyników nie było. Mąż wstał wcześniej przyjechał po nas, ale my nie mogliśmy jeszcze opuścić szpitala. Wrócił do domu. Poziom naszej irytacji i wkurzenia sięgnął zenitu. Gdy Mąż był w pracy, my czekaliśmy na wyniki i na wypis. Udało się. Po południu zawołano nas na neonatologię, gdzie zrobiono wypis, zbadano Juniora (osłuchano serduszko i sprawdzono bioderka) i po 8 dniach w szpitalu dostaliśmy zgodę na wyjście. Zanim opuściłam neonatologię zapytałam lekarza czy dostał wyniki z usg, odpowiedział, że tak, że Junior ma refluks moczu i że mam na Niego bardzo uważać, że jak będzie miał tmp, będzie wymiotował, nie będzie miał apetytu lub będzie śpiący to mam myśleć o nerkach. Wróciliśmy razem na salę gdzie miałam rzeczy i czekaliśmy na Męża. Leżałam na łóżku i czytałam o refluksie. Wyczytałam różne objawy, min że dziecko może przeć tak jak na kupkę a tak na prawdę dziecko prze, bo próbuje „wypchnąć” mocz. I to zwróciło moją uwagę, bo miałam wrażenie, że jak Junior parł kilka dni wcześniej to robił taką śmieszną minkę i wtedy robił kupę,a ostatni dzień albo dwa jak robił kupkę, to miał dziwny grymas na twarzy, jakby sprawiało mu jakiś ból/trudności w wypróżnieniu.  Po 20stej przyjechał po nas Mąż i zabrał nas do domu. Opuszczałam szpital z dziwnym niepokojem. Byłam przerażona.  Do domu zajechaliśmy po 21ej gdzie czekała na nas córka z moją babcią :) Spać poszłam po 24tej, gdyż nie mogłam się nacieszyć moją córą której nie widziałam ponad tydzień i domem. Chodziłam po domu i czułam się jakby mnie nie było z miesiąc. W sumie do szpitala poszłam w listopadzie a wyszłam z niego w grudniu :)

Gdy Mąż kładł się do łóżka, obudził mnie i mówi, ze Junior ma tmp. Wstałam, zmierzyłam i najpierw wyszło mi 38,6. Zmierzyłam jeszcze kilka razy i za każdym razem wychodziła mi inna wartość i za każdym razem niższa. Stwierdziliśmy,że termometr jest do kitu, że pewnie nie ma tmp i że przeczekamy do rana. Rano obudziłam się przerażona. Minęło 5 godzin a Junior nie budził się na jedzenie. Obudziłam go i nakarmiłam. Później Junior budził się mniej więcej co 2-3 godz. Po południu miała przyjść pielęgniarka środowiskowa. Wzięłam się za sprzątanie, bo wiadomo, że nikt nie posprząta domu, tak jak ja sama. Wstawiłam pranie, wykąpałam się.

Gdy przyszła pielęgniarka, zważyła go, zmierzyła i przeprowadziła ze mną „wywiad” jak się czuje, czy coś mnie martwi itd. Powiedziałam jej o moich spostrzeżeniach, że jest senny i je tylko z jednej piersi i zasypia, że prze tak jakby na kupkę i że wyczytałam że to może być wypieranie moczu, że w nocy przespał nawet 5 godz bez jedzenia, ale że może przesadzam, bo to noworodek, a ja zapomniałam już jak to jest mieć takie maleństwo w domu. Stwierdziła, ze zadzwoni na neonatologię i zapyta co i jak.  Zadzwoniła. Ponieważ, pielęgniarka siedziała koło mnie, to chcąc nie chcąc słyszałam co mówiła kobieta po drugiej stronie słuchawki… Kobieta powiedziała, że Junior ma „very bad reflux” i że jeżeli coś mnie niepokoi to powinnam jechać do Regionalnego szpitala na sprawdzenie. Gdy pielęgniarka się rozłączyła, widziała, że słyszałam co mówiła kobieta, a ja się tylko rozpłakałam.  Poleciła, żebym pojechała do szpitala, że lepiej sprawdzić. Mąż był w pracy. Zadzwoniłam do niego i zanim powiedziałam słowo, rozpłakałam się. Powiedziałam, żeby zwolnił się z pracy, bo powinniśmy jechać do szpitala. Oczywiście wkurzył się trochę, stwierdził że przesadzam, że już dzień wcześniej ze szpitala wyszłam spłoszona….

Pojechaliśmy …. 1.12.2015